Recenzja wentylatora stojącego Aerium SilentFlow R320
Szukacie urządzenia, które schłodzi Was w lecie bez konieczności montażu klimatyzacji na ścianie lub zmiany wilgotności powietrza przez klimatyzer? A do tego w zimie rozprowadzi ciepło po całym domu? Dokładnie to potrafi wydajny wentylator stojący Aerium SilentFlow R320, któremu wspólnie przyjrzymy się w dzisiejszej recenzji. Przetestowaliśmy jego funkcjonalność, sterowanie, wydajność oraz montaż.
AERIUM SilentFlow R320 — Ocena
Wentylator stojący Aerium SilentFlow R320 wyróżnia się przede wszystkim możliwością całorocznego użytkowania. Latem przyjemnie chłodzi, zimą pomaga efektywnie rozprowadzać ciepło po całym pomieszczeniu. Dba o to ponadprzeciętny przepływ powietrza wynoszący 2 400 m³/h, z którym standardowe modele nie mogą się równać. Dzięki 32 poziomom prędkości precyzyjnie dostosujecie pracę urządzenia do własnych preferencji, a szeroka oscylacja do 320° pokryje zasięgiem praktycznie cały pokój. Urządzenie wspiera również funkcję naturalnego wiatru, tryb nocny ze stopniowym wyciszaniem oraz posiada wbudowaną szufladkę do aromaterapii. Praca wentylatora jest przy tym niezwykle cicha. Sterowanie jest bardzo proste i dzięki jasnym symbolom na przyciskach w pełni intuicyjne. Parametry można zmieniać zarówno za pomocą pilota zdalnego sterowania, jak i dotykowego panelu na obudowie.
- Bardzo wysoka wydajność i duży przepływ powietrza
- Prosty, dyskretny design z przezroczystymi łopatkami śmigła
- Łatwe sterowanie za pomocą panelu dotykowego oraz pilota
- Bardzo cicha praca w każdym trybie
- Solidna, wewnętrzna metalowa konstrukcja stelaża
- Wysoka stabilność dzięki ciężkiej, masywnej podstawie
- Przez szczeliny w tylnej osłonie można włożyć palce bezpośrednio do obracającego się śmigła
- Należy zachować ostrożność przy montażu małych, plastikowych elementów zatrzaskowych
- Konieczność samodzielnego złożenia urządzenia (choć montaż nie jest skomplikowany)
- Brak możliwości wyciszenia sygnałów dźwiękowych przycisków
Zawartość opakowania
Wentylator stojący dostarczany jest w pudełku w stanie rozłożonym. Składa się z dwuczęściowej nóżki, jednej podstawy oraz trzech części głowicy (dwóch osłon i jednego śmigła). Wszystkie elementy gwintowane są już wkręcone na swoje miejsca. W osobnym woreczku znajdziecie pilota zdalnego sterowania wraz z baterią, a także instrukcję obsługi, która oczywiście zawiera wersję w języku polskim.
Wykończenie i design – 6,5/10
Aerium SilentFlow R320 charakteryzuje się klasycznym designem z obrotowym śmigłem w zamkniętej obudowie i jest w całości utrzymany w białej kolorystyce. Jest to model stojący, co oznacza, że jest wyższy od standardowych modeli biurkowych – zarówno pod względem wysokości, jak i średnicy głowicy ze śmigłem. Jego wymiary wynoszą 416 × 255 × 1150 do 1250 mm. Wysokość jest regulowana, a zakres „1150 do 1250 mm” określa minimalną i maksymalną wysokość po wysunięciu lub wsunięciu teleskopowej nóżki. Regulacja o 10 cm nie jest zbyt duża i moim zdaniem nie ma kluczowego wpływu na nawiew ani inne funkcjonalności. Aby podwyższyć lub obniżyć nóżkę, wystarczy poluzować śrubę u dołu nóżki przy podstawie, wysunąć konstrukcję w górę lub pozwolić jej opaść.
Wentylator stojący posiada z przodu plastikową kratkę ochronną, natomiast tylna osłona jest wykonana z metalu. Przednia kratka zapewnia odpowiednią ochronę przed obracającym się mechanizmem, jednak przez szczeliny w tylnej osłonie byłam w stanie włożyć mały palec i dotknąć śmigła. Na szczęście bezpieczeństwo najmłodszych dzieci, które mogłyby rączkami badać działający wentylator, rozwiązuje sama stojąca konstrukcja. Wentylator jest po prostu zbyt wysoki, by mogły go sięgnąć raczkujące maluchy czy dzieci w młodszym wieku przedszkolnym, które nie zdają sobie jeszcze sprawy z zagrożeń.
Wewnętrzne łopatki śmigła są przezroczyste. Dzięki temu praca wentylatora jest naprawdę dyskretna i wizualnie nie rzuca się w oczy. Obracających się łopatek nie widać nawet przy ustawieniu niskiej prędkości obrotowej.
Najcięższym elementem urządzenia jest bez wątpienia podstawa. Jej waga sprawia, że wentylator stojący stabilnie trzyma się swojego miejsca. Z pewnością nie przewróci się, jeśli przypadkowo go potrącicie. Spód podstawy ma raczej „techniczne wykończenie” – czarna masa posiada różne nierówności. Nie stanowi to jednak żadnego problemu, ponieważ ta część będzie skierowana do dołu i niewidoczna. Dużym plusem jest to, że podstawa ma antypoślizgowe właściwości, co znacznie zwiększa stabilność urządzenia.
Wyświetlacz z przyciskami dotykowymi znajduje się na nóżce wentylatora stojącego. Aby zmienić ustawienia, będziecie musieli się więc nieco schylić (lub skorzystać z pilota zdalnego sterowania).
Plastikowe zatrzaski, które trzymają razem niektóre z lekkich elementów, są jak na mój gust zbyt delikatne i kruche. Podczas składania poszczególnych części obawiałam się o ich trwałość. Oczywiście po złożeniu elementy te nie są już poddawane obciążeniom i nie ma ryzyka uszkodzenia, jednak podczas montażu radzę postępować bardzo delikatnie. Wszystkie części idealnie do siebie pasują i nigdzie nie trzeba używać nadmiernej siły. Wewnętrzny stelaż, który niesie cały ciężar głowicy, jest wykonany z metalu – zauważycie to przy podnoszeniu wysokości wentylatora na jego teleskopowej części. Metalowe, a co za tym idzie niezwykle solidne, są również wszystkie gwinty montażowe.
Dzięki kablowi zasilającemu o długości 250 cm wentylator można ustawić nawet w większej odległości od gniazdka, co daje dużą swobodę przy wyborze miejsca w pokoju. Kabel jest odłączany, co uważam za zaletę – w razie uszkodzenia można go łatwo wymienić. Ogólnie rzecz biorąc, przewód jest dość cienki w porównaniu do standardowych urządzeń AGD i swoją grubością przypomina raczej ładowarki do drobnej elektroniki. Jego odporność nie będzie więc taka, jak w przypadku klasycznej grubej wtyczki i łatwiej go zgiąć lub uszkodzić. Gniazdo podłączenia kabla nie znajduje się na samym dole, lecz mniej więcej w połowie wysokości nóżki. To nieco psuje ogólny efekt estetyczny.

Tryby nawiewu – 10/10
Aerium SilentFlow R320 testowałam w bardzo zmiennych warunkach pogodowych, dzięki czemu wypróbowałam wszystkie jego możliwości – zarówno przyjemne chłodzenie, gdy słońce mocno przygrzewało, jak i rozprowadzanie ciepła od kominka, gdy przez kilka dni pogoda była brzydka i musiałam dogrzewać dom. Podczas chłodnych i bezwietrznych dni wentylator pomagał również w szybszej wymianie powietrza w pokoju po otwarciu okien, dzięki czemu zimą nie musiałam wietrzyć zbyt długo. Aerium SilentFlow R320 znajdzie więc swoje zastosowanie przez cały rok.
Wśród parametrów tego wentylatora stojącego na pierwszy rzut oka wyróżnia się bardzo wysoki, ponadprzeciętny przepływ powietrza wynoszący 2 400 m³/h (czyli ilość powietrza, jaką urządzenie jest w stanie przemieścić w ciągu jednej godziny). Z tą wartością standardowe modele po prostu nie mogą konkurować. Zapewnia to doskonałą cyrkulację powietrza w pomieszczeniu i latem znacząco pomaga w schładzaniu. Prędkość przepływu powietrza sięga 5 m/s.
Do wyboru macie aż 32 poziomy prędkości. Ta liczba jest zdecydowanie powyżej przeciętnej na rynku. Pozwala to na precyzyjne dostosowanie siły nawiewu do własnych potrzeb. Tak duża liczba stopni ma swoje uzasadnienie w wysokiej wydajności tego wentylatora. Szybkość nawiewu jest bardzo szeroka. Różnica między zmniejszeniem lub zwiększeniem prędkości o jeden stopień u Aerium SilentFlow R320 jest wręcz minimalna. W celu drobnej korekty, osobiście zwiększałam lub zmniejszałam prędkość co 3 stopnie.
Oscylację można wyłączyć lub poddać regulacji w zakresie 30°, 90°, 180° i 320°. Możliwość dostosowania kąta obrotu jest niezwykle przydatna. Kiedy ustawicie urządzenie na środku pokoju, potrzebujecie innego obrotu niż wtedy, gdy stoi w rogu pomieszczenia. Dzięki tak dużemu zakresowi ruchów, urządzenie radzi sobie ze skierowaniem powietrza praktycznie w każdą stronę bez powstawania martwych stref.
Po włączeniu wentylatora mija krótka chwila, zanim łopatki zaczną kręcić się z wybraną prędkością. Podobnie po wyłączeniu śmigło kręci się jeszcze przez chwilę siłą rozpędu, a głowica automatycznie powraca do pozycji wyjściowej.
Głowicę można również nachylać pionowo – od lekkiego pochylenia w dół aż po skierowanie bezpośrednio w sufit. Podczas testów najczęściej wybierałam średnie nachylenie w górę, aby wentylator lepiej rozpraszał ciepłe powietrze, które zazwyczaj gromadzi się w wyższych partiach pomieszczenia.

Oprócz klasycznego trybu nawiewu Aerium SilentFlow R320 oferuje również tryb nocny (sleep) oraz tryb naturalnego wiatru (breeze). Zamiast 32 prędkości posiadają one tylko 3 poziomy intensywności (oznaczone jako 10, 20 i 32 dla niskiej, średniej i wysokiej prędkości).
Tryb nocny opiera się na stopniowym zmniejszaniu prędkości obrotowej. Tempo zmniejszania jest zawsze takie samo, ale całkowity czas zależy od początkowo wybranego stopnia:
- 1)wysoka prędkość: 32 (30 min) – 20 (30 min) – 10 (do wyłączenia)
- 2)średnia prędkość: 20 (30 min) – 10 (do wyłączenia)
- 3)niska prędkość: 10 (do wyłączenia)
Tryb naturalnego wiatru naprzemiennie zmienia prędkość wentylatora według ustalonego schematu. Osobiście uważam tę funkcję za nieco rozpraszającą ze względu na ciągłe zmiany poziomu hałasu przy przełączaniu prędkości. Niemniej jednak niektórzy użytkownicy z pewnością docenią taki bardziej naturalny i nie w pełni ciągły przepływ powietrza.

Jeśli chodzi o ogólny poziom hałasu, Aerium SilentFlow R320 nie bez powodu ma w nazwie słowo „Silent”. Jego praca jest naprawdę bardzo cicha. W porównaniu do rynkowej średniej wentylatorów osiąga wartości o kilka decybeli niższe. Maksymalna głośność wynosi 50 dB, a najniższa to zaledwie 30 dB. Oczywiście poziom hałasu zależy od wybranej prędkości. Stopnie od 20 do 25 uważam za idealny kompromis między cichym działaniem a wystarczająco mocnym nawiewem. Na noc osobiście wybierałam stopień 5, który jest już niezwykle cichy, a wciąż generuje przyjemny, delikatny wiaterek.
Dodatkowe funkcje – 9,5/10
Aerium SilentFlow R320 swoimi parametrami i wydajnością zdecydowanie należy do wyższej klasy, jednak nie oferuje zbyt wielu zaawansowanych funkcji typu „smart”. W przypadku modeli z klasycznym, otwartym układem śmigła nie jest to jednak niczym niezwykłym – ich jedynym zadaniem jest skuteczny nawiew, co Aerium SilentFlow R320 robi doskonale.
Prawdopodobnie najlepszym elementem wyposażenia jest pamięć ostatnich ustawień. Po wyłączeniu i ponownym uruchomieniu wentylator stojący będzie kontynuował pracę w tym samym trybie i z tą samą prędkością, jaka była ustawiona poprzednio. Wyjątkiem jest timer oraz tryb nocny. Biorąc pod uwagę dużą liczbę stopni prędkości, to naprawdę świetne rozwiązanie, dzięki któremu nie trzeba za każdym razem ustawiać wszystkiego od nowa.
Wśród praktycznych funkcji znajdziemy również timer (programator czasowy), który można ustawić w zakresie od 1 do 12 godzin. Umożliwia on zaprogramowanie czasu wyłączenia, jak i włączenia urządzenia, aby przestało lub zaczęło pracować o określonej porze. Dzięki temu wentylator może na przykład sam wyłączyć się na noc, by nie pracować niepotrzebnie, lub uruchomić się tuż przed Waszym powrotem do domu. Logicznie rzecz biorąc, przy wyłączonym urządzeniu programujecie czas włączenia, a podczas pracy – czas wyłączenia. W trybie timera możecie nawet z wyprzedzeniem ustawić prędkość, bez konieczności włączania, przestawiania i ponownego wyłączania urządzenia. Po ustawieniu czasu wystarczy nacisnąć przycisk prędkości i za pomocą przycisków „+” i „-” wybrać żądaną siłę nawiewu.

Niewielkim, ale bardzo przeze mnie polubionym dodatkiem była szufladka do aromaterapii. Po zdjęciu górnej, środkowej osłony z napisem Aerium, wystarczy wlać do małego zbiorniczka kilka kropel olejku eterycznego i gotowe. Dzięki dużej sile nawiewu zapach roznosi się po domu znacznie lepiej niż przy użyciu tradycyjnych dyfuzorów, które nie mają siły przetransportować aromatu do sąsiednich pomieszczeń. Jedynym drobnym „minusem” jest to, że zbiorniczek po użyciu olejku zapachowego trzeba będzie oczyścić, aby zapachy się nie mieszały przy kolejnej aplikacji.

Sterowanie – 9/10
Zmiana wszelkich ustawień jest niezwykle prosta i bez trudu od razu się w niej odnajdziecie. Jasne symbole graficzne na przyciskach sterujących są w pełni zrozumiałe, co sprawia, że obsługa urządzenia jest bardzo intuicyjna.
Sterowanie odbywa się na dwa sposoby: albo bezpośrednio poprzez wyświetlacz i przyciski dotykowe, albo za pomocą pilota. Aerium SilentFlow R320 nie posiada wbudowanego modułu Wi-Fi, więc nie można sterować nim za pomocą smartfona ani innych inteligentnych urządzeń.

Dolny przycisk służy do włączania i wyłączania urządzenia. Zwiększanie lub zmniejszanie siły nawiewu odbywa się w prosty sposób za pomocą przycisków z symbolami plusa i minusa. Wentylator posiada również przycisk prędkości (w kształcie małego wiatraczka), który wykorzystuje się wyłącznie przy ustawianiu timera – podczas normalnej pracy nie ma on żadnego zastosowania. Programowanie czasu uruchamia się za pomocą ikony z zegarem. Symbole strzałek logicznie oznaczają wybór kąta obrotu (kolejne kliknięcia przełączają między wyłączeniem a poszczególnymi kątami), a przycisk w kształcie kwadracików (menu) pozwala na wybór trybu pracy.
Aktualnie wybrane ustawienia – od prędkości, przez kąt obrotu, aż po konkretny tryb pracy – wyświetlają się w górnej części panelu, bezpośrednio nad przyciskami. Dzięki temu na pierwszy rzut oka widać aktywne parametry i każdą wprowadzoną zmianę. Ponadto przyciski przy naciśnięciu generują krótki sygnał dźwiękowy w celu potwierdzenia wyboru. Szkoda tylko, że dźwięku tego nie da się wyłączyć i nie ma cichego trybu pracy. Możliwość wyciszenia byłaby przydatna, aby na przykład zmieniając ustawienia w nocy, nie obudzić śpiącego obok partnera.
Skoro wspomniałam, że Aerium SilentFlow R320 ma aż 32 stopnie prędkości, z pewnością pomyślicie, że zwiększenie nawiewu na maksimum lub zmniejszenie do minimum wymaga mnóstwa klikania. Na szczęście producent o tym pomyślał. Wystarczy przytrzymać przycisk zmiany prędkości przez 3 sekundy, a intensywność nawiewu zacznie zmieniać się bardzo szybko w sposób ciągły. Co więcej, Aerium SilentFlow R320 reaguje niezwykle sprawnie, a przyciski można naciskać również bardzo szybko jeden po drugim.
Wyświetlacz jest podświetlany, więc bez problemu odczytacie parametry także w nocy. Jednocześnie automatycznie przygasa po minucie bezczynności. Bardzo doceniam to rozwiązanie, ponieważ nie lubię, gdy w nocy podczas snu w pokoju świecą jakiekolwiek urządzenia. Aerium SilentFlow R320 nie posiada nawet małej, świecącej stale diody kontrolnej. Biorąc więc to pod uwagę oraz minimalną głośność pracy, byłam w pełni zadowolona z jego działania w sypialni.
Obrót na boki wentylator wykonuje automatycznie w trybie oscylacji. Jednak pochylenie pionowe głowicy należy ustawić ręcznie.
Montaż
Aerium SilentFlow R320 otrzymujemy w stanie rozłożonym i należy go samodzielnie złożyć. Montaż nie jest jednak skomplikowany, gdy wie się, jak do tego podejść. Wskazówki znajdziecie w instrukcji obsługi. Jest ona wprawdzie nieco krótka, ale wynika to z tego, że montaż urządzenia jest bardzo logiczny i prosty.
Nóżkę składa się poprzez połączenie obu jej części. Następnie z dolnego końca należy wykręcić metalową nakrętkę zabezpieczającą, wsunąć nóżkę w podstawę i mocno dokręcić od spodu. Kolejne etapy montażu najwygodniej przeprowadzać, gdy głowica jest skierowana w stronę sufitu. Poszczególne elementy będziecie wtedy po prostu nakładać na siebie, bez konieczności ciągłego ich przytrzymywania. Oczywiście regulacji kąta nachylenia można dokonać ręcznie jeszcze przed włączeniem urządzenia.
Na osi głowicy znajdują się dwie plastikowe nakrętki, które należy odkręcić. Jako pierwszą na głowicę nakłada się tylną metalową osłonę, którą następnie dokręca się pierwszą plastikową nakrętką. W dalszej kolejności nasuwa się śmigło w taki sposób, aby jego środkowe wgłębienie było skierowane na zewnątrz (w stronę przeciwną do metalowej obudowy). Następnie mocno nakręca się drugą nakrętkę mocującą. Na metalową konstrukcję wystarczy już tylko nałożyć przednią plastikową osłonę z logo „Aerium” pośrodku. Zatrzaski mocno trzymają obie kratki razem, ale dla pełnej stabilności przednia plastikowa osłona posiada dodatkowe zabezpieczenie w postaci śrubki na dole. Podczas instalacji jej odkręcenie było nieco utrudnione i ostatecznie musiałam pomóc sobie szczypcami. Śrubka była bardzo mocno osadzona w plastikowym elemencie, a gwint był jakby zrośnięty z tworzywem, ponieważ w szczelinach po odkręczeniu pozostały drobne białe ślady plastiku.
Cały montaż nie zajmuje więcej niż 10 minut – poszczególne elementy są lekkie i pasują do siebie w bardzo logiczny sposób.

